Kiedy wystarczy pomoc przy aucie, a kiedy trzeba wezwać lawetę
Nie każde unieruchomione auto w Warszawie musi jechać na platformie. Rozładowany akumulator, przebita opona, zatrzaśnięte kluczyki i pusty bak to cztery sytuacje, które zwykle kończą się przy krawężniku i zajmują kilkanaście minut. Podłączamy zasilanie i sprawdzamy, czy ładowanie w ogóle działa, zakładamy koło zapasowe, otwieramy zamknięty samochód albo dowozimy paliwo. Kiedy objawy są niejasne, zostaje diagnostyka komputerowa: po odczycie kodów wiadomo, czy błąd pozwala dojechać do warsztatu o własnych siłach.
Laweta wchodzi w grę wtedy, gdy dalsza jazda groziłaby uszkodzeniem pojazdu albo jest po prostu niebezpieczna: auto nie odpala mimo podłączenia zasilania, po uderzeniu ociera koło o nadkole, spod maski wycieka płyn, kierownica lub koło blokuje się na postoju. Dlatego przy zgłoszeniu dopytujemy o objawy: nie ma sensu wysyłać platformy tam, gdzie wystarczy kwadrans pracy na miejscu.








